Wolność jako szansa na dobre życie

wrz 18, 2025 | Blog

Wolność jako szansa na dobre życie

W dniu 4 września 2025 roku miałam przyjemność być rozmówczynią mediatorki, mentorki i trenerki Manueli Pliżgi w wymianie, której  nadałyśmy tytuł Wolność jako szansa na dobre życie. Jest to połączenie tytułów dwóch wydanych przez nas książek – Szansa (Manuela Pliżga) i Wolno(ść). O dobrym życiu szytym na własną miarę (Olga Żmijewska). Rozmową została zarejestrowana i jest zapisana na naszych kanałach Instagramowych @manuelaplizga i @omzmijewska.

To była rozmowa dwóch kobiet  w średnim wieku, ponadprzeciętnie uprzywilejowanych. Obydwie mieszkamy w kraju członkowskim Unii Europejskiej (Polsce) i obydwie mamy w swoich biografiach epizod wychowania i wykształcenia w Niemczech. Żyjemy w ustroju demokratycznym, w czasach pokoju i bezpieczeństwa żywnościowego, finansowego i terytorialnego. Nasze wypowiedzi padają zatem w takich ramach i są uwarunkowane tymi doświadczeniami i przywilejami.

Manuela Pliżga nadała szkielet naszej rozmowie formułując już wcześniej trzy pytania, wokół których poprowadziłyśmy naszą rozmowę. Te pytania to:

  1. Wolność – jak ją zdobyć?
  2. Wolność – jak ją zatrzymać?
  3. Wolność – jak ją rozwijać, by była szansą na dobre życie

Wolność – jak ją zdobyć?

Żyjemy w państwie i kulturze tzw. Zachodu – w ustroju demokratycznym, w państwie prawa, w którym obowiązują prawa człowieka i różne swobody, a jednak życie człowieka w pewnym stopniu instytucjonalnie kierunkowane jest na zależność i pewnego rodzaju niewolę. Ponadto życie człowieka ma początek w totalnej zależności. Noworodek, niemowlę, kilkulatek – w tych stadiach człowiek jest zdany na opiekę. Bez niej nie jest w stanie przeżyć. Jako Ludzie rodzą się kompletnie zależni i zdeterminowani – przez rody, które nas wydały, przez rodziny nuklearne, w których się wychowujemy, ale także przez ciała kobiet, w których dojrzewamy do przyjścia na świat. Rodzimy się z konkretnym zestawem genów i biochemii.

W chwili narodzin determinują nas także ustrój państwowy, religia, kultura czy społeczeństwo. One nadają nam zestaw praw, obowiązków, przekonań i schematów myślenia i działania.

W trakcie dorastania jesteśmy socjalizowani do funkcjonowania w danym społeczeństwie. W strukturach edukacyjnych przekazywana nam jest konkretna narracja o świecie, która jest mocno zależna od wcześniej wymienionych czynników – ustroju, religii, kultury. Dodatkowo, w kapitalistycznych demokracjach jesteśmy pod ciągłym wpływem rynku i maszynerii marketingowej sztucznie generującej potrzeby.

Przez pierwsze kilkanaście, a nawet dwadzieścia kilka lat życia uczymy się świata, w którym przyszło nam żyć. Nauka ta odbywa się głównie za pośrednictwem innych osób – czy to opiekunów, czy to wychowawczyń przedszkolnych i szkolnych bądź też przewódców wspólnot religijnych. W systemie edukacyjnym premiowane jest odtwarzanie podanych nam narracji, powtarzanie usłyszanego, wykonywanie cudzych poleceń. Proces ten przypomina formowanie istoty ludzkiej, tak aby pasowała do gotowych rozwiązań. Jesteśmy poniekąd upychani do unormowanego boksu.

Zdobywanie wolności to ujrzenie tego boksu i stopniowe wydostawanie się z niego. To poznawanie siebie, poszukiwanie własnej drogi życiowej.

Życie sterowane przez innych (rodziców, nauczycieli, szefów, polityków) jest wygodne. Wydaje się, że nie trzeba w nim obejmować stuprocentowej odpowiedzialności za siebie i swoje życie, nie trzeba podejmować niektórych decyzji, nie trzeba poznawać siebie, można żyć na przysłowiowym autopilocie. To zdanie się na decyzje innych osób przybiera różne formy. Jeśli pracujemy w ukształtowanych strukturach (instytucjach, korporacjach), to nie musimy ich stwarzać od zera. Jeśli przynależymy do grup wyznaniowych, to przyjmujemy gotową, wielowiekową narrację na temat życia i śmierci człowieka, a także na temat relacji tworzących struktury rodzinne. Jeśli dajemy się utrzymywać przez inną osobę (rodziców, małżonka, spadek po przodkach), jesteśmy zwolnieni z trudu samodzielnego zabezpieczania swojego bytu. Te sytuacje są wygodne. To nie oznacza jednak, że są optymalną opcją. Wygoda nie oznacza, że coś automatycznie jest właściwe bądź optymalne. Wygoda może okupiona utratą wolności.

De facto, wolność nie jest wygodna. Dlatego życie w wolności i ku wolności to swego rodzaju sztuka, której się uczymy i którą doskonalimy przez całe życie. Bywa, że na niektórych jego etapach dobrowolnie oddajemy część swojej wolności – np. wchodząc w stosunek zależności zawodowej bądź prywatnej, bywa też że tracimy ją bez świadomej zgody na to – np. w chorobie.

Zdobywanie wolności, czyli wydostawanie się z owego boksu, który został nam przydzielony jeszcze przed poczęciem, wymaga zdobywania wiedzy i poszerzania świadomości. Jest to projekt na całe życie, a Buddyści twierdzą, że wręcz na wiele żyć.

Wolność – jak ją zatrzymać?

Kiedy już weszłam na ścieżkę samopoznania, kiedy zaczęłam kwestionować podane mi narracje na temat świata, innych osób i – przede wszystkim – mnie samej, rozpoczęłam potencjalnie ciągłą pracę pielęgnowanie swojej wolności, doglądania i obserwowania jej, a także korygowania kursu w razie zboczenia z wolnościowej drogi.

Zatrzymanie wolności wymaga objęcia odpowiedzialności za całokształt swojego życia i zachowania uważności na własne decyzje, czyny i zaniechania. Zatrzymanie wolności tak naprawdę oznacza rozwijanie i pogłębianie jej.

Wolność – jak ją rozwijać, by była szansą na dobre życie?

Sprzymierzeńcem rozwijania wolności jest ciało. Ono daje sygnały i informuje, czy coś jest rozwijające wolność, czy raczej ograniczające. Ciało mówi językiem napięć i rozluźnienia oraz objawami zdrowia bądź choroby. Ciało jest niezwykle czułym barometrem i przewodnikiem na ścieżce wolności. Niestety w kulturze konsumpcji, pośpiechu i kultu wzrostu ekonomicznego jego język jest zagłuszany. Niekomfortowe sygnały ciała, które świadczą o dysharmonii w jakimś aspekcie życia, traktowane są jako przejawy wrogości, które należy natychmiast wyeliminować.

Modne, wyświechtane wręcz pojęcie self care, czyli troski o siebie, rozumiem zatem jako uważność na siebie w sensie cielesnym, ale także psychicznym i duchowym. Pojęcie self love – miłości do siebie – rozumiem jako rozszerzenie owej troski na siebie w wymiarach przeszłości i przyszłości. Miłość do siebie w wymiarze przeszłości oznacza zajęcie się swoją historią osobistą i uzdrowienie ewentualnych ran i traum, często osadzonych w dzieciństwie. Miłość do siebie w wymiarze przyszłości to z kolei świadome wspieranie swojej przyszłej wersji, czyli intencjonalne działanie w czasie rzeczywistym na rzecz lepszej przyszłości.

Świadome wspieranie przyszłej siebie jest dla mnie kwintesencją wolności, ponieważ zakłada, że istnieje jakaś wizja przyszłej mnie. Abym mogła tę wizję urzeczywistniać i wspierać, ta wizja musi najpierw powstać we mnie. To może być mgliste marzenie bądź też konkretny plan. Do ich materializacji potrzebne mi będą narzędzia – ramy i struktury oraz pewnego rodzaju dyscyplina działania w ich obrębie. Tutaj zatacza się koło, ponieważ wracam do koncepcji boksu. Tym razem jednak to ja intencjonalnie tworzę swój boks i przejmuję odpowiedzialność za niego.

Zdaje się, że ludzie jako istoty społeczne potrzebują struktur i ram, aby tworzyć grupy, społeczności i społeczeństwach, na których funkcjonowanie są zdani. Już sam język odzwierciedla jakąś strukturę i funkcjonuje w obrębie ram i reguł.

Tak więc na początku życia człowiek jest formowany według cudzego boksu, a następnie – na przykład w okresie buntu wieku nastoletniego – ma on możliwość ujrzenia i kwestionowania go. Z czasem, w miarę zdobywania wiedzy i doświadczeń oraz w miarę rozwoju psychiki człowiek może bardziej świadomie i intencjonalnie stworzyć dla siebie ramy i struktury, czyli w miarę elastyczny boks, który nie będzie go ograniczał, lecz wspierał. Ten zestaw struktur i narzędzi nazywam Wehikułem  Wolności do poruszania się przez życie. Praca z ciałem, miłość do niego i troska, uważność na nie jest zdobywaniem prawa jazdy na Wehikuł Wolności.

Co konkretnie wspiera rozwijanie wolności?

W naszych książkach podajemy bardzo konkretne narzędzia wspierające w zdobywaniu, zachowaniu i rozwijaniu wolności.

Pierwszym narzędziem, który możemy uczynić nawykiem, jest prowadzenie dzienników – dzienników wdzięczności, sukcesów, osiągnięć w czasie dokonanym – i regularne zaglądanie do starszych zapisów w celu porównania ze stanem aktualnym. Ta praktyka pomaga monitorować zmianę poprzez odpowiadanie sobie na pytania o to, co osiągnęłam bądź co się zmieniło?

Uświadamianie sobie zmiany w powyższy sposób będzie wspierało nas w dostrzeganiu życiowych szans. W pierwszym rozdziale książki Manueli Pliżgi 7 cech ludzi, którzy wykorzystują swoje szanse autor rozdziału Brian Tracy zadaje pytanie: Czy jesteś gotowy zobaczyć szansę? Ja zadaję sobie często także pytania „Co ja tutaj otrzymuję?” i „Jak może być jeszcze lepiej?” Podświadomość będzie podpowiadała odpowiedzi.

Bardzo istotną praktyką zachowywania i pogłębiania mojej wolności jest zachowywanie dla siebie swojej uwagi i energii, a więc ograniczanie oddawania uwagi na zewnątrz. Konkretnie oznacza to na przykład ograniczanie obcowania z mediami – mediami społecznościowymi, serwisami informacyjnymi, ale także szeroko pojętą kulturą i rozrywką, na przykład w postaci seriali, filmów fabularnych, różnego typu wydarzeń. W książce szansa Manueli Pliżgi dr Izabela Lenartowicz w rozdziale Oczy szeroko zamknięte. Jak zobaczyć więcej poleca między innymi reset sensoryczny i cyfrowy detoks. Takie ograniczenie bodźców zewnętrznych pomoże usłyszeć nasz wewnętrzny głos, rozpoznać własne preferencje w danym momencie.

O tym, jak czynię praktykę z przyciągania uwagi z powrotem do siebie i swoich spraw oraz zachowywania jej tam, opowiadam między innymi w rozdziałach Moja uwaga, mój największy skarbZapraszam do swojego świata – tworzę zamiast konsumować w swojej ksiące Wolno(ść). O dobrym życiu szytym na własną miarę. Rano i wieczorem, kiedy fale mózgowe są wolniejsze, kiedy bliżej mi do podświadomości i świata snów, czas antenowy swojej uwagi poświęcam sobie i swoim projektom.  Wiele osób wtedy modli się. Ja też miałam tę praktykę jako dziecko, a jako nastolatka zamieniłam ją na bardziej praktyczny rytuał ukierunkowany na mnie i moją przyszłość. Brian Tracy w rozdziale 7 cech ludzi, którzy wykorzystują swoje szanse książki Szansa pisze o klarowności i jasnym obrazie swojej przyszłości. Czas przed snem to dobry moment na snucie tego typu wizji.

Rozwijanie wolności odbywa się poprzez ciągły rozwój osobisty, który poszerza moje wiedzę, świadomość, horyzonty i spektrum aspiracji. Im więcej wiem, im szerszą mam świadomość, tym więcej mogę sobie wyobrazić i o tym marzyć. Dziewczynka wychowana w kulturze patriarchalnej, w której nie może uczyć się czytać ani pisać, nie będzie potrafiła sobie wyobrazić, że kobieta mogłaby być prezydentką bądź astronautką. Dopiero zdobywanie wiedzy o innych narracjach i ich urzeczywistnieniu oraz dystansu do własnej sytuacji umożliwia szerszą perspektywę i poszerzanie wolności. Być może nasza sytuacja za jakiś czas wyda się ludziom niewolą – jeśli powstaną nowe modele społeczne i polityczne. Aby to się stało, konieczne jest wizjonerstwo, a ono odbywa się poprzez myślenie, analizowanie, porównywanie, tworzenie śmiałych koncepcji. Krótko: poprzez teorię, którą następnie trzeba będzie ucieleśnić.

Olga Żmijewska
Idzbark, wrzesień 2025 r.